• Polski
  • English
    • Contrast
    • Font

W sobotę 9 maja pan Grzegorz Czekała z firmy Stevia Automation przeprowadził warsztaty dla studentów Wydziału Politechnicznego w ramach programu Stevia Engineering Leaders Program (SELP). Program SELP, koordynowany przez Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości, oferuje bezpłatne wsparcie dla studentów logistyki, zarządzania i kierunków technicznych w rozwijaniu kompetencji miękkich – kluczowych dla sukcesu zawodowego, awansu oraz atrakcyjnego wynagrodzenia.

Na warsztatach poruszono kluczowe zagadnienia:

  • jak zaprojektować swoją ścieżkę kariery w sposób świadomy i długoterminowy,
  • dlaczego jedni rosną finansowo szybciej niż inni (i nie ma to wiele wspólnego z samą wiedzą), przeanalizowano raporty płacowe z polskiego rynku,
  • jakie kompetencje będą zyskiwać na znaczeniu w świecie AI, automatyzacji i zmieniających się oczekiwań pracowników,
  • czym jest Przemysł 4.0 i dlaczego już dziś wpływa to Twoje szanse na rynku pracy.

Na kolejnych spotkaniach planowane są zajęcia z zakresu:

  • planowania ścieżki kariery,
  • tworzenia profesjonalnego CV,
  • autoprezentacji,
  • neurodydaktyki.

Na Wydziale Politechnicznym Uniwersytetu Kaliskiego organizowana jest możliwość przystąpienia do certyfikacji SOLIDWORKS.

Oferta skierowana jest do studentów Uniwersytetu Kaliskiego, którzy posiadają doświadczenie w pracy z programem SOLIDWORKS i chcą potwierdzić swoje praktyczne umiejętności w zakresie modelowania 3D oraz projektowania wspomaganego komputerowo.

Certyfikacja ma formę praktycznego egzaminu, który pozwala zweryfikować kompetencje użytkownika w środowisku SOLIDWORKS. Uzyskanie certyfikatu może być cennym uzupełnieniem CV oraz dodatkowym atutem podczas ubiegania się o praktyki, staże lub pracę w branży inżynierskiej.

W tej edycji nie prowadzimy kursu od podstaw. Udostępniana jest możliwość podejścia do egzaminu certyfikacyjnego osobom, które znają już program SOLIDWORKS i posiadają doświadczenie w jego obsłudze.

Warunki udziału

Do udziału w certyfikacji mogą zgłaszać się osoby, które:

  • są studentami Uniwersytetu Kaliskiego,
  • posiadają ważną legitymację studencką,
  • mają doświadczenie w pracy z programem SOLIDWORKS.

Certyfikacja będzie realizowana do końca semestru letniego.

Liczba miejsc jest ograniczona.

Osoby zainteresowane udziałem proszone są o kontakt mailowy:

dr inż. Marcin Heronimczak

m.heronimczak@uniwersytetkaliski.edu.pl

Szanowni Studenci, Doktoranci oraz Wykładowcy,

informujemy, że w związku ze zmianami wprowadzonymi przez firmę Microsoft w zakresie bezpłatnej licencji Microsoft 365 A1, zmianie uległ dostęp do niektórych usług.

W ramach aktualnego planu A1 nie są już dostępne klasyczne, instalowane na komputerze aplikacje pakietu Microsoft Office, takie jak Word, Excel, PowerPoint czy Outlook w wersji desktopowej.

Jednocześnie studenci i doktoranci oraz wykładowcy nadal mogą korzystać z pakietu Microsoft 365 w wersji online. Dostępne pozostają m.in.:

  • Word
  • Excel
  • PowerPoint
  • OneNote
  • Outlook
  • Teams
  • OneDrive

Wszystkie powyższe aplikacje są dostępne przez przeglądarkę internetową.

Szczegółowe informacje na temat aktualnego zakresu usług dostępnych w ramach planu Microsoft 365 A1 można znaleźć na oficjalnej stronie Microsoft:
https://www.microsoft.com/pl-pl/education/products/microsoft-365/compare-microsoft-365-education-plans

W przypadku dodatkowych pytań prosimy o kontakt z działem IT uczelni.

Z przyjemnością informujemy, że już od 4.05 (poniedziałek) Uniwersytet Kaliski dołącza do drużyny Pana Vikinga!

Oferujemy codziennie około 60 różnych pozycji, w tym:

  • kanapki
  • śniadania
  • sałatki
  • obiady
  • przekąski
  • desery
  • shake’i
  • soki

Organizacyjnie:

Będziemy dostępni od poniedziałku do piątku oraz soboty zjazdowe

  • godz. 11:00–11:30 – Collegium Oecologicum, hol główny (obok Auli)
  • godz. 11:30–12:00 – Collegium Mechanicum, hol główny – strefa studenta (przy zielonej ściance)

Przyjedziemy z pełnym asortymentem, aby każdy mógł wybrać to, na co ma ochotę.

Płatność na miejscu:

  • karta
  • gotówka
  • BLIK

Naszym kanałem komunikacji będzie dedykowana grupa na WhatsAppie
(szukajcie plakatów na wydziałach z kodem QR, dzięki którym będziecie mogli dołączyć).

W każdą niedzielę udostępnimy tam menu, więc będzie możliwość wcześniejszej rezerwacji wybranych pozycji.
Dodatkowo każdego dnia damy znać chwilę przed naszym przybyciem, aby nikt nie przegapił wizyty.

Świat coraz mocniej opiera się na energii elektrycznej – od infrastruktury i przemysłu po automatykę, systemy cyfrowe oraz codzienne działanie firm. Jak wynika z raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej Electricity 2025, globalne zużycie energii elektrycznej wzrosło w 2024 roku o szacowane 4,3% rok do roku, a autorzy opracowania piszą o wejściu w nową erę elektryczności. Im bardziej gospodarka i codzienne funkcjonowanie zależą od zasilania, tym rzadziej myślimy o tym, co musi wydarzyć się wcześniej, żeby wszystko działało stabilnie i bez przerw. A przecież za sprawnym działaniem instalacji, urządzeń i procesów stoją systemy, pomiary, zabezpieczenia, sterowanie i ludzie, którzy nad tym czuwają. W ten sposób warto dziś patrzeć na elektrotechnikę – nie tylko jako na kierunek studiów, lecz także jako na branżę z szerokim polem zawodowych możliwości.

Sprawne działanie to zawsze efekt pracy ukrytej w tle

Odbiorca końcowy widzi zazwyczaj tylko rezultat. Działające oświetlenie, sprawną maszynę, system klimatyzacji czy ciągłość pracy linii produkcyjnej łatwo uznać za coś oczywistego. Z inżynierskiego punktu widzenia ten efekt jest jednak końcem długiego łańcucha zależności – od parametrów zasilania i zabezpieczeń po pomiary, diagnostykę, sterowanie i nadzór nad pracą całego układu.

Nie wszyscy rozumieją realia tej branży – część osób kojarzy ją przede wszystkim z przedsiębiorcami dostarczającymi prąd dla firm, instytucji czy gospodarstw domowych. To ważna i najbardziej widoczna część rynku, a zarazem tylko jeden z jego poziomów – za tym obszarem stoi znacznie szersza praca techniczna związana z siecią, diagnostyką, sterowaniem i niezawodnością instalacji.To od niej zależy, czy problem zostanie szybko wychwycony, czy zamieni się w przestój albo uszkodzenie urządzeń.

Elektrotechnika zaczyna się więc nie tam, gdzie energia po prostu dociera do odbiornika, lecz tam, gdzie trzeba stworzyć warunki do jej bezpiecznego i ciągłego wykorzystania. Właśnie dlatego tak wiele ważnych zadań tej branży pozostaje na co dzień niewidocznych. Opracowanie schematów, dobór zabezpieczeń, pomiary, kalibracja aparatury i nadzór nad zgodnością instalacji z wymaganiami decydują o tym, czy system będzie działał stabilnie i bezpiecznie.

Im nowocześniejszy system, tym więcej połączeń

Przez lata elektroenergetyka i elektrotechnika opierały się na uproszczonym układzie: źródło, sieć i odbiorca końcowy. Dziś ten model coraz wyraźniej się zmienia. Rośnie znaczenie rozwiązań rozproszonych, udział lokalnych źródeł wytwórczych i liczba punktów, w których trzeba kontrolować jakość zasilania, stabilność pracy oraz bezpieczeństwo całego systemu. To wymaga innego spojrzenia na sieć – już nie jako na układ jednokierunkowy, lecz jako na strukturę z większą liczbą zależności i zmiennych.

Dobrze pokazują to dane Urzędu Regulacji Energetyki. W raporcie dotyczącym wytwarzania energii elektrycznej w mikroinstalacjach za 2024 rok podano, że pod koniec tego roku w Polsce działało 1 544 574 mikroinstalacji o łącznej mocy 12 749,891 MW. Te liczby pokazują nie tylko skalę rozwoju generacji rozproszonej, lecz także to, że system coraz częściej trzeba rozumieć jako układ zmienny i wymagający dobrej integracji wielu elementów.

Im bardziej złożony staje się taki system, tym większe znaczenie mają pomiary, nadzór, diagnostyka i zabezpieczenia. Rośnie też znaczenie myślenia systemowego, które pozwala ocenić nie pojedynczy element, lecz sposób działania całego układu. To właśnie w tych obszarach najlepiej widać, jak bardzo współczesna elektrotechnika łączy dziś zagadnienia zasilania, automatyki, kontroli i niezawodności pracy.

Jedna branża, wiele możliwości

Z zewnątrz branża może wydawać się dość jednowymiarowa. Widać przewody, stacje transformatorowe, tablice rozdzielcze czy linie przesyłowe. Tymczasem zawodowa rzeczywistość jest znacznie szersza. Obejmuje cały cykl pracy z systemem: od projektu i doboru rozwiązań, przez uruchomienie, pomiary i kontrolę, po nadzór nad pracą urządzeń i procesów technicznych.

Z tego bierze się różnorodność ścieżek zawodowych. Elektrotechnika nie prowadzi do jednej, wąskiej roli – jedni zajmują się projektowaniem instalacji i doborem aparatury, inni pracują przy automatyce i sterowaniu, a jeszcze inni odpowiadają za diagnostykę, utrzymanie ruchu albo nadzór nad urządzeniami w zakładzie. Zakres zadań jest inny, ale w każdym przypadku trzeba rozumieć zależności między zasilaniem, urządzeniami, sterowaniem i bezpieczeństwem pracy.

Dlatego kierunek daje szerokie możliwości rozwoju w przemyśle, infrastrukturze, nowoczesnych obiektach technicznych oraz w obszarach, w których coraz większą rolę odgrywają odnawialne źródła energii. Pozwala sprawdzić się w kilku rolach i z czasem wybrać tę, która najlepiej odpowiada sposobowi myślenia i rodzajowi zadań.

Nie tylko wiedza techniczna

Elektrotechnika wymaga czegoś więcej niż znajomości pojęć, wzorów i parametrów. W codziennej pracy liczy się umiejętność czytania schematów, rozumienia dokumentacji i łączenia informacji z różnych źródeł: pomiaru, opisu technicznego, sygnału z układu czy obserwacji pracy urządzenia. Równie ważne jest myślenie przyczynowo-skutkowe. Trzeba umieć odróżnić objaw od źródła problemu i ocenić, z czego naprawdę wynika dana usterka albo odchylenie w pracy systemu.

Duże znaczenie ma też dokładność. W tej branży drobny błąd w doborze zabezpieczenia, odczycie pomiaru czy interpretacji schematu może później wrócić jako poważniejszy problem. Dlatego przydaje się uważność, cierpliwość i gotowość do sprawdzania rozwiązań krok po kroku. Elektrotechnika uczy patrzeć na układ nie tylko od strony pojedynczego elementu, lecz także od strony punktów wspólnych między zasilaniem, sterowaniem, urządzeniami i warunkami pracy.

Już na studiach warto więc rozwijać nie tylko wiedzę kierunkową, ale też sposób myślenia: pracę ze schematem, analizę przyczyn usterek, rozumienie dokumentacji i nawyk dokładnej weryfikacji. Te umiejętności później pomagają odnaleźć się zarówno w projektowaniu, jak i w automatyce, diagnostyce, eksploatacji czy utrzymaniu ruchu.

Od czego zacząć i jak zdobywać doświadczenie zawodowe?

Pierwsze zetknięcie z branżą najczęściej następuje jeszcze w trakcie studiów. Praktyki, obecne w programach wielu uczelni, mogą mieć różny wymiar i przebieg, ale właśnie one bywają początkiem dalszych doświadczeń. W przypadku elektrotechniki to dobry moment, żeby zobaczyć, jak wygląda praca z instalacją, urządzeniem i dokumentacją poza salą zajęciową. Później kolejnym krokiem mogą być staże, udział w projektach uczelnianych, działalność w kole naukowym albo praca przy prostszych zadaniach technicznych. Im wcześniej pojawia się kontakt z rzeczywistym środowiskiem pracy, tym łatwiej zrozumieć, jak wygląda codzienność tej branży i które jej obszary naprawdę nas interesują.

Najwięcej dają te doświadczenia, które pozwalają zobaczyć coś więcej niż jeden wycinek pracy. Dobrze, gdy student może nie tylko wykonać pojedynczy pomiar, lecz także przeczytać schemat, zajrzeć do dokumentacji, zobaczyć uruchomienie układu, obserwować przegląd instalacji albo towarzyszyć przy szukaniu przyczyny usterki. Właśnie wtedy wiedza z zajęć zaczyna układać się w spójną całość i nabiera sensu w kontakcie z konkretną maszyną, rozdzielnią czy instalacją. Dużo daje też możliwość zadawania pytań i obserwowania toku decyzji: z czego wynika dobór rozwiązania, na co zwraca się uwagę przy pomiarze, co uznaje się za odchylenie i jak sprawdza się, skąd bierze się problem. Takie doświadczenie uczy nie tylko samej techniki, lecz także sposobu myślenia, który później przydaje się w samodzielnej pracy.

Co ważne, na początku nie trzeba szukać stanowiska idealnie dopasowanego do przyszłej specjalizacji. Często więcej daje miejsce, w którym można zobaczyć, jak łączą się ze sobą projektowanie, pomiary, uruchomienia, eksploatacja i utrzymanie ruchu. Taki start pozwala oswoić tempo pracy, odpowiedzialność za decyzje techniczne i ograniczenia sprzętowe, a przy okazji sprawdzić, czy dane miejsce pokazuje tylko wycinek zadań, czy rzeczywiście odsłania szerszy obieg pracy z systemem. Wtedy łatwiej też rozpoznać, czy bliżej komuś do projektowania, automatyki, diagnostyki, eksploatacji czy pracy przy utrzymaniu ruchu, a później wybrać własny kierunek rozwoju z większą świadomością.

Specjaliści od niezawodności

Najważniejsze systemy techniczne zwykle nie zwracają na siebie uwagi. I właśnie o to chodzi. Użytkownik dostrzega je dopiero wtedy, gdy coś przestaje działać, pojawia się przerwa, błąd albo zakłócenie. Ich wartość nie polega więc na tym, że są efektowne, lecz na tym, że zapewniają ciągłość pracy, bezpieczeństwo i przewidywalność działania. Na tym polega sens elektrotechniki – na łączeniu zasilania, automatyki, pomiarów, zabezpieczeń i nadzoru nad instalacją tak, żeby układ pracował stabilnie. Dlatego elektrotechnik coraz częściej nie jest już postrzegany wyłącznie jako specjalista od instalacji czy urządzeń, ale jako osoba, która rozumie zależności w całym systemie i potrafi zadbać o jego niezawodność. To zawód dla tych, którzy chcą nie tylko znać pojedyncze elementy układu, lecz także rozumieć, od czego zależy sprawne działanie całości.

Źródła:

Autor: J.W.

Szanowni Państwo,

w dniu 22.04. (środa) nastąpi przerwa w dostawie energii elektrycznej, spowodowane koniecznością wykonania prac eksploatacyjnych przy urządzeniach energetycznych.

Praca Wydziału Politechnicznego może być ograniczona.

Za utrudnienia serdecznie przepraszamy.

Informacja o wycofaniu konkretnej partii produktu szybko uruchamia pytania o zasięg problemu i jego możliwe konsekwencje. Czy dany preparat, wyrób, suplement albo produkt był już używany? Komu mógł zostać podany lub zalecony? Czy nadal znajduje się w obiegu? W takich sytuacjach widać wyraźnie, że bezpieczeństwo pacjenta lub klienta zaczyna się wcześniej, niż mogłoby się wydawać – tam, gdzie można prześledzić drogę produktu, ustalić numer partii i wskazać miejsce jego użycia. Taką możliwość daje traceability, czyli identyfikowalność produktu na kolejnych etapach obiegu i stosowania. Jej znaczenie dobrze widać zwłaszcza w obszarze żywności, a także farmacji. Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) wskazuje, że dodatkowe wymagania dotyczące traceability żywności mają umożliwiać szybszą identyfikację i usuwanie z rynku produktów mogących stwarzać zagrożenie, a przez to ograniczać liczbę zachorowań i zgonów. Czym więc jest ta koncepcja i dlaczego warto rozumieć jej założenia, myśląc o przyszłej pracy z drugim człowiekiem?

Jedno pojęcie, które porządkuje bezpieczeństwo

Traceability można najprościej opisać jako możliwość ustalenia, skąd dokładnie pochodzi dany produkt, przez jakie etapy produkcji i dystrybucji przeszedł oraz gdzie ostatecznie trafił. Na poziomie organizacyjnym wiąże się to z uporządkowaniem informacji o konkretnej partii, terminie ważności, pochodzeniu i miejscu użycia produktu. Choć termin ten może kojarzyć się głównie z technologią albo zapleczem magazynowym, jego znaczenie jest znacznie szersze.

Identyfikowalność pomaga działać szybciej i precyzyjniej, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba w krótkim czasie ustalić fakty i ograniczyć pole domysłów. Nie chodzi wyłącznie o gromadzenie informacji czy dokumentacji, lecz o takie uporządkowanie danych, które pozwala sprawniej reagować w sytuacjach kryzysowych. Dzięki temu zamiast opierać się na przypuszczeniach, można sięgnąć po konkretne informacje o produkcie, jego partii i miejscu w obiegu.

Odpowiedzialność za produkt w ochronie zdrowia i sektorze beauty

Na pierwszy rzut oka traceability może wydawać się zagadnieniem z obszaru logistyki, kontroli jakości albo organizacji zaplecza placówki czy gabinetu. Z perspektywy przyszłej pracy w zawodach związanych ze zdrowiem i urodą dotyczy jednak codziennych sytuacji. Łączy się z doborem produktów, odpowiedzialnością za ich użycie, reagowaniem na problem z określoną serią oraz budowaniem zaufania do miejsca, w którym pacjent lub klient korzysta z usługi. Dla studenta inżynierii technologii medycznych będzie to kwestia śledzenia komponentów aparatury, z kolei dla przyszłego logistyka klinicznego – pewność, że na blok operacyjny trafiają bezpieczne wyroby. To temat, który wraca wszędzie tam, gdzie bezpieczeństwo produktu wpływa na bezpieczeństwo człowieka.

Świadoma praca z produktem jako element profesjonalizmu

W sektorze usług estetycznych klient ocenia zarówno efekt końcowy, jak i bezpieczeństwo produktów użytych podczas wizyty. Preparat stosowany na skórę nie jest neutralnym dodatkiem do usługi – często jego właściwości i spodziewany efekt są jednym z powodów, dla których klient w ogóle decyduje się na wizytę. Numer partii, skład, historia dystrybucji oraz możliwość identyfikacji produktu wpływają na wiarygodność gabinetu, kliniki i całego zespołu. Odpowiedzialna praca z produktem nie sprowadza się przy tym wyłącznie do samej procedury. Kosmetolog może stosować preparaty podczas zabiegu, rekomendować je klientowi i współtworzyć standard bezpieczeństwa w zespole, także wtedy, gdy pracuje obok lekarza medycyny estetycznej.

Jeśli pojawia się konieczność wycofania produktu z obrotu albo sprawdzenia, której serii dotyczy ryzyko, liczy się możliwość ustalenia, gdzie dany preparat trafił i czy został użyty. W takich sytuacjach widać, jak dużą rolę odgrywa uporządkowana informacja o produkcie i jego obiegu. Wspomniana już FDA w materiałach dotyczących wycofywania kosmetyków wskazuje, że brak czytelnych numerów partii może oznaczać konieczność usunięcia całego produktu z rynku, podczas gdy odpowiednia dokumentacja dystrybucji ułatwia zlokalizowanie wyłącznie partii objętych ryzykiem, chroniąc biznes przed niepotrzebnymi stratami.

Traceability a bezpieczeństwo pacjentów

W medycynie znaczenie ma nie tylko to, co zostało podane, zastosowane czy zalecone, ale też to, czy w razie problemu da się szybko powiązać produkt z konkretnym pacjentem i przebiegiem opieki. To ważne szczególnie tam, gdzie kontakt z pacjentem jest bliski i powtarzalny, a pierwsze niepokojące sygnały nie zawsze od razu układają się w czytelny obraz. Czasem dopiero kilka podobnych zgłoszeń pozwala zauważyć, że wspólnym mianownikiem może być ten sam produkt albo ta sama partia.

W takich sytuacjach personel medyczny może być ważnym ogniwem nie tylko w obserwowaniu objawów, ale też w przekazywaniu informacji, które mają znaczenie dla bezpieczeństwa pacjenta. Niekiedy pielęgniarka, położna, fizjoterapeuta albo inny członek zespołu mogą jako pierwsi połączyć komunikat o problemie z konkretną sytuacją pacjenta. Dobrym przykładem są przypadki wycofania partii produktu do żywienia niemowląt – wtedy położna, pozostająca w kontakcie z rodzicami podczas wizyt patronażowych, może zwrócić uwagę na komunikat GIS i pomóc powiązać go z preparatem mlekozastępczym stosowanym u dziecka. Z kolei fizjoterapeuta może zwrócić uwagę na komunikat dotyczący taśm do kinesiotapingu, a dietetyk – na ostrzeżenie odnoszące się do określonej serii odżywki lub suplementu diety. W takich momentach widać, że identyfikowalność nie jest abstrakcyjnym pojęciem, lecz częścią uważnej i odpowiedzialnej opieki.

Zaplecze, które umożliwia bezpieczną pracę z produktem

Choć identyfikowalność ma znaczenie w pracy z pacjentem i klientem, umożliwiają ją rozwiązania wdrażane dużo wcześniej – na etapie produkcji, logistyki i obiegu produktu. Składają się na nie oznaczenia partii i serii, przypisywanie produktów do konkretnych dostaw i lokalizacji, rejestrowanie przyjęć, wydań oraz przesunięć, a także łączenie tych informacji z datą ważności, miejscem przechowywania i drogą dystrybucji. Dopiero z tak uporządkowanych danych da się odtworzyć, skąd produkt pochodził, gdzie był przechowywany, przez jakie ogniwa łańcucha dostaw przeszedł i dokąd ostatecznie trafił.

Jednym z elementów tego procesu jest etykieta logistyczna, która porządkuje część informacji potrzebnych do dalszej identyfikacji produktu. Sama nie wystarczy, ale działa razem z wcześniejszym oznaczeniem partii, zapisami w systemie, skanowaniem kodów i dokumentacją obiegu. Dzięki temu można później sprawdzić nie tylko sam produkt, lecz także jego drogę między produkcją, magazynem, dystrybucją i miejscem użycia. Ten przepływ danych sprawia, że praca logistyka i inżyniera staje się nieraz fundamentem pracy lekarza czy pielęgniarki.

Kompetencja, która wzmacnia zawodową wiarygodność

Znajomość traceability nabiera znaczenia wtedy, gdy schodzi z poziomu definicji do codziennej pracy. Oczywiście, przyszły lekarz, pielęgniarka, położna, fizjoterapeuta, dietetyk czy kosmetolog nie muszą znać od podszewki działania zaplecza magazynowego ani wiedzieć dokładnie, jak działa system WMS (ang. Warehouse Management System) obsługujący szpitalną aptekę czy centralny magazyn wyrobów medycznych. Warto jednak, aby rozumieli, skąd biorą się informacje o partiach, terminach ważności, lokalizacji produktów i ich obiegu oraz dlaczego później wraca się do nich w pracy z pacjentem lub klientem. Taka orientacja pozwala lepiej widzieć sens procedur, które z zewnątrz mogą wyglądać na wyłącznie organizacyjne, a w rzeczywistości wspierają bezpieczeństwo i porządek działania.

Ta wiedza może przydać się w bardzo konkretnych sytuacjach. Osoba prowadząca własny gabinet kosmetologiczny może na przykład zapisywać, jaki preparat i z której partii został użyty podczas konkretnego zabiegu, żeby w razie komunikatu dało się szybko sprawdzić, kogo dotyczy problem. Student kierunku medycznego albo dietetycznego może już na etapie studiów zobaczyć, gdzie publikowane są ostrzeżenia Głównego Inspektoratu Sanitarnego, komunikaty Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego i decyzje o wstrzymaniu lub wycofaniu produktów leczniczych.

Warto też wiedzieć, gdzie znajduje się formularz zgłaszania działania niepożądanego produktu leczniczego i jakie informacje trzeba w nim podać – na stronie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wskazano między innymi: nazwę produktu leczniczego, opis objawów, dane chorego oraz dane osoby zgłaszającej. W przypadku suplementów diety właściwym punktem odniesienia są przede wszystkim ostrzeżenia GIS, ponieważ system zgłaszania działań niepożądanych w URPL dotyczy produktów leczniczych, a nie suplementów.

Dzięki takim prostym krokom identyfikowalność przestaje być odległym terminem, a staje się narzędziem, z którego da się świadomie korzystać w codziennej pracy.

Dojrzałość zawodowa zaczyna się od szerszego spojrzenia

Traceability nie musi być dla studenta zagadnieniem technicznym, żeby z czasem okazało się ważne zawodowo. Im bliżej pracy z pacjentem lub klientem, tym wyraźniej widać, że bezpieczeństwo używanego produktu jest częścią odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dojrzałość specjalisty polega na tym, że rozumie on nie tylko samą usługę czy procedurę, ale też proces pozwalający ustalić pochodzenie produktu.

Dlatego wiedza o identyfikowalności to nie poboczny dodatek, lecz element świadomego wejścia do zawodu. Niezależnie od wybranej ścieżki – czy jest to praca z pacjentem w gabinecie, czy projektowanie łańcuchów dostaw zaopatrujących placówki – na końcu tego procesu zawsze znajduje się człowiek, a prawidłowe zarządzanie produktem wspiera jego bezpieczeństwo.

Źródła:

Autor: J.W.

Nie strać szansy – zgłoś się do projektu Klub Cyfrowych Możliwości!


Dziewczyny, jeśli chcecie jeszcze w tym roku zdobyć stypendium, już dziś zgłoście się do projektu Klub Cyfrowych Możliwości. Nabór do trwającej odsłony projektu powoli się zamyka. Dlatego nie zwlekajcie, wypełnijcie formularz zgłoszeniowy. To tylko kilka minut.

Szukasz projektu, który pomoże Ci zdobyć nowe kompetencje, da praktyczne doświadczenie oraz możliwość zdobycia stypendium? Jesteś studentką co najmniej drugiego roku kierunku ścisłego lub związanego z nowymi technologiami? Jeśli tak, Klub Cyfrowych Możliwości jest właśnie dla Ciebie. Zgłoś się już dziś!

Do inicjatywy dołączyło jak dotąd ponad 150 dziewczyn z całej Polski – możesz być kolejną z nich! Nieważne, czy studiujesz informatykę, cyberbezpieczeństwo, matematykę, automatykę, inżynierię, czy inny kierunek, choćby pośrednio związany z ICT – lista specjalizacji nie jest zamknięta. Jeśli interesują Cię nowe technologie i chcesz dzielić się tą pasją z innymi, dołącz do KCM.

Dlaczego warto?

Klub Cyfrowych Możliwości to projekt realizowany przez Państwowy Instytut Badawczy NASK we współpracy ze Stowarzyszeniem Cyfrowy Dialog. Jego celem jest przełamywanie stereotypów dotyczących płci w kontekście wykonywania określonych zawodów i pokazywanie młodszym pokoleniom, że cyfrowy świat jest miejscem dla wszystkich – również dla dziewcząt.

Istotną rolę w projekcie odgrywają studentki, które wybrały technologiczną ścieżkę edukacji i mogą stanowić inspirację dla młodszych uczestniczek. Dlatego to właśnie one pełnią funkcję naturalnych ambasadorek inicjatywy.

Co zyskasz?

Klub Cyfrowych Możliwości to dla Ciebie szansa na:

  • udział w cyklu szkoleń przygotowujących do pracy z dziećmi i młodzieżą,
  • możliwość sprawdzenia się w praktyce, czyli prowadzenia warsztatów z zakresu ICT dla uczennic i uczniów z klas IV–VIII,
  • stałe wsparcie merytoryczne i organizacyjne,
  • zdobycie cennego doświadczenia, wartościowych referencji oraz atrakcyjnego stypendium – nawet do 5000 zł rocznie.

Studentki, które dołączają do projektu stają się edukatorkami – opowiadają o sztucznej inteligencji, uczą podstaw kodowania, wprowadzają dzieci w świat robotyki oraz pokazują, jak bezpiecznie poruszać się po internecie, ale to nie wszystko. Są także wzorami do naśladowania dla młodszych pokoleń. To połączenie nauki, praktyki i ogromnej satysfakcji.

Warsztaty odbywają się trzy razy w roku:

  • w ferie zimowe (4 dni),
  • w wakacje letnie (4 dni),
  • jesienią – w październiku (1 dzień weekendowy).

Są organizowane głównie w małych miejscowościach i w miastach do 100 tys. mieszkańców w różnych częściach Polski.

Jak się zgłosić?

To proste! Wystarczy:

  1. wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie klubcyfrowychmozliwosci.pl,
  2. poczekać na kontakt ze strony zespołu projektowego,
  3. wziąć udział w krótkiej rozmowie weryfikacyjnej,
  4. rozpocząć szkolenia i dołączyć do grona stypendystek.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądają warsztaty w praktyce, zajrzyj na profil Klubu Cyfrowych Możliwości na Facebooku – znajdziesz tam relacje z zajęć w wybranych miejscowościach.

Dołącz do Klubu Cyfrowych Możliwości i wykorzystaj swój potencjał, by inspirować innych!

Więcej informacji: klubcyfrowychmozliwosci.pl
Masz pytania? Napisz na adres: kcm@nask.pl

Budownictwo nie jest dziś „branżą prostego boomu”. Jak pokazują dane GUS, w 2024 roku produkcja budowlano-montażowa spadła o około 8 procent, podczas gdy udział infrastruktury transportu w strukturze tej produkcji, ujmowanej według rodzajów obiektów budowlanych, wzrósł o 2,6 punktu procentowego. Nie jest to więc obraz sektora, który po prostu zwalnia, lecz branży, która zmienia proporcje i inaczej rozkłada inwestycyjne akcenty. Wraz z tym przesuwają się również oczekiwania wobec osób wchodzących do zawodu. Potwierdza to zaktualizowana Sektorowa Rama Kwalifikacji w Budownictwie (SRK BD) opracowana przez Instytut Badań Edukacyjnych, obejmująca ponad 1200 kompetencji specyficznych dla sektora – w tym ponad 200 zielonych. W tej rzeczywistości dyplom pozostaje ważnym punktem wyjścia, lecz na dzisiejszym rynku to dopiero początek drogi do pełnej samodzielności zawodowej. Wiedza akademicka to fundament, na którym trzeba mądrze budować swoje praktyczne doświadczenie. Rynek staje się coraz bardziej wymagający, a inwestorzy kładą nacisk na optymalizację kosztów, kryteria ESG oraz cyfryzację procesów budowlanych. Z czym zatem warto wejść do branży, żeby naprawdę zwrócić uwagę pracodawcy?

Krok poza mury uczelni

Studia na kierunku budownictwo dają absolwentowi uporządkowaną wiedzę, bez której trudno wejść do zawodu – to oczywiste. To właśnie na uczelni pojawia się mechanika budowli, materiałoznawstwo, technologia robót, czytanie dokumentacji i rozumienie procesu inwestycyjnego jako całości. Dzięki temu młoda osoba nie zaczyna od zera: zna podstawowe pojęcia, potrafi odnaleźć się w rysunku technicznym i lepiej rozumie, z czego wynikają kolejne decyzje projektowe oraz wykonawcze.

Jednocześnie uczelnia nie jest w stanie odtworzyć wszystkiego, z czym później spotyka się inżynier na budowie lub po stronie wykonawczej. Trudno zamknąć w planie zajęć presję terminów, zmiany organizacyjne, problemy z koordynacją czy konieczność szybkiego reagowania na bieżące sytuacje. W modelach obliczeniowych i projektach studenckich często studenci opierają się na z góry założonych, stabilnych parametrach. W rzeczywistości inżynier musi radzić sobie z gwałtownymi zmianami pogody, opóźnieniami w dostawach niezbędnych materiałów, błędami w projektach branżowych czy niespodziewanymi warunkami geologicznymi po rozpoczęciu wykopów.

Dlatego dla wielu absolwentów pierwsza praca bywa szokiem – nie z powodu braków w teorii, ale przez natłok spraw, które trzeba kontrolować jednocześnie. Zaskoczeniem bywa to, jak mocno poszczególne działania są ze sobą powiązane, a jeden nieprecyzyjny przekaz czy źle odczytany wymiar mogą lawinowo wpłynąć na harmonogram całej inwestycji. Brak większego obycia zawodowego po studiach jest jednak naturalny – ważne, aby towarzyszyły mu gotowość do nauki i płynne łączenie akademickiej bazy z codzienną praktyką rynkową.

Nowe technologie i cyfryzacja – kompetencje nowej ery

Jednym z najszybciej rosnących wymagań na rynku jest znajomość nowoczesnych narzędzi cyfrowych. Tradycyjny rysunek 2D coraz częściej jest uzupełniany przez metodykę BIM (Building Information Modeling). Pracodawcy poszukują absolwentów, którzy nie tylko wiedzą, czym jest BIM, ale potrafią otworzyć model przestrzenny w takich programach jak Revit czy Navisworks, odczytać z niego dane i wyłapać kolizje międzybranżowe (np. kanał wentylacyjny przechodzący przez podciąg konstrukcyjny).

Równie cenną umiejętnością jest znajomość oprogramowania do harmonogramowania oraz kosztorysowania. Student, który na rozmowie kwalifikacyjnej potrafi wykazać, że rozumie, jak stworzyć prosty harmonogram rzeczowo-finansowy i wie, jak powiązać ze sobą zadania, automatycznie zyskuje ogromną przewagę. Branża budowlana to dziś także drony do inwentaryzacji placu budowy, skanowanie laserowe 3D i coraz częściej elektroniczne dzienniki budowy. Biegłość w tych nowinkach technologicznych to sygnał dla pracodawcy, że młody inżynier wniesie w firmę nową energię i pomoże jej przejść przez proces cyfrowej transformacji.

Jakich kompetencji firmy budowlane szukają u początkujących kandydatów?

Na starcie firmy budowlane patrzą przede wszystkim na to, czy absolwent potrafi przełożyć wiedzę techniczną na konkretne zadanie. Sama znajomość pojęć nie wystarcza – ważne jest, czy młoda osoba swobodnie porusza się po rysunku i dokumentacji, rozumie kolejność robót, orientuje się w materiałach oraz technologiach. To właśnie po tym najłatwiej poznać, czy kandydat wchodzi do branży z przygotowaniem, które pozwala zacząć pracę bez ciągłego tłumaczenia najprostszych kwestii.

Z tego wynika kolejne oczekiwanie – umiejętność patrzenia na projekt szerzej niż tylko przez pryzmat własnego, wąskiego wycinka prac. Firmy zwracają uwagę na to, czy absolwent próbuje od razu zrozumieć logistykę materiałów, dostępność sprzętu i ograniczenia wykonawcze. Dobre zaplanowanie zaplecza budowy często przesądza o sprawnym przebiegu całej inwestycji. Mile widziane jest także praktyczne obycie z codziennością budowy – choćby orientacja w tym, jakie możliwości mają koparki, ładowarki, walce, podnośniki i koparko-ładowarki JCB, oraz jak ich obecność wpływa na organizację i tempo robót. Inżynier musi wiedzieć, w którym momencie na budowę powinien wjechać ciężki sprzęt, jak wytyczyć dla niego bezpieczne drogi tymczasowe i gdzie zlokalizować strefy odkładu urobku, aby maszyny nie blokowały frontu robót innym ekipom.

Kompetencje miękkie – fundament, którego nie widać w projekcie

Choć budownictwo kojarzy się z betonem, stalą i twardymi wyliczeniami, to w rzeczywistości jest to praca z ludźmi. Z tego powodu kompetencje miękkie są niemal równie ważne co umiejętność policzenia zbrojenia. Pracodawcy szukają absolwentów, którzy potrafią zarządzać stresem i pracować pod presją czasu. Na budowie konflikty są nieuniknione – ścierają się interesy inwestora, generalnego wykonawcy, podwykonawców i projektantów. Umiejętność asertywnej, ale kulturalnej komunikacji, prowadzenia trudnych negocjacji oraz łagodzenia sporów to cechy na wagę złota.

W parze z tym idą dokładność, odpowiedzialność i sposób komunikacji. Pracodawcy cenią kandydatów, którzy potrafią przyznać się do niewiedzy i w porę dopytać, zamiast zgadywać i ryzykować kosztowny błąd. Liczy się komunikatywność i umiejętność współpracy z podwykonawcami, majstrami czy kierownikami robót o różnym stażu. Dobra relacja z doświadczonym brygadzistą stanowi bezcenne uzupełnienie wiedzy książkowej i pozwala szybciej zrozumieć specyfikę pracy fizycznej.

Jak zbudować przewagę jeszcze przed obroną?

Na początku kariery przewagę daje nie tyle sama średnia ocen, ile to, czy ktoś już wcześniej próbował zrozumieć, jak naprawdę działa inwestycja. Dużo dają dobrze wykorzystane praktyki, podczas których student nie ogranicza się do biernej obecności na budowie, ale aktywnie obserwuje, jak przebiega organizacja robót, kto za co odpowiada i w którym miejscu najłatwiej o nieporozumienie.

Firmy doceniają osoby, które nie kończą kontaktu z branżą na zajęciach. Warto osłuchać się z językiem branży, rozmawiać z ludźmi z budowy i biura, pytać o obieg informacji i przyczyny przestojów. Zamiast ograniczać się do zadań czysto organizacyjnych, student na praktykach powinien prosić o możliwość uczestniczenia w naradach koordynacyjnych (radach budowy), asystować przy odbiorach zbrojenia z inspektorem nadzoru czy analizować wpisy w dzienniku budowy. Równie ważne jest zrozumienie procedur formalno-prawnych – od uzyskania pozwolenia na budowę albo dokonania zgłoszenia, zależnie od zakresu robót, przez procedury odbiorowe, aż po zawiadomienie o zakończeniu budowy lub uzyskanie pozwolenia na użytkowanie. Przewagę buduje więc nie sama obecność na stażu, lecz to, ile uda się z niego wynieść i jak wcześnie zacznie się patrzeć na budownictwo jak na system naczyń połączonych. Taka uważność sprawia, że po wejściu do pracy mniej rzeczy zaskakuje.

Kursy, uprawnienia i certyfikaty, które zwiększają wartość absolwenta

W części ścieżek zawodowych dyplom nie wyczerpuje oczekiwań wobec kandydata. Firmy chętnie patrzą na osoby, które jeszcze przed pierwszą pracą zdążyły uzupełnić swoje przygotowanie o specjalistyczne kursy, certyfikaty albo inne kwalifikacje przydatne na konkretnym stanowisku. Nie chodzi wyłącznie o pełne uprawnienia budowlane (na które przyjdzie czas), lecz także o wszystko to, co pokazuje inicjatywę i lepsze rozumienie środowiska pracy – od zaawansowanej obsługi oprogramowania branżowego, po zasady bezpieczeństwa i dodatkowe przygotowanie związane np. z obsługą maszyn.

Dużo zależy od typu inwestycji, z którymi planujemy się związać. Jeśli planujemy karierę przy dużych inwestycjach infrastrukturalnych, warto zainteresować się dodatkowymi szkoleniami z zakresu Prawa Zamówień Publicznych (PZP) lub warunków kontraktowych FIDIC. Dużą wartość mają też specjalistyczne szkolenia BHP. Bezpieczeństwo na budowie pozostaje jednym z najważniejszych obszarów pracy, a młody inżynier świadomy zagrożeń lepiej odnajduje się w organizacji robót i komunikacji z zespołem wykonawczym.

Nie każdy młody inżynier zaczyna jednak od wielkich realizacji autostradowych czy lotniskowych. Duża część rynku obejmuje inwestycje kubaturowe, sieciowe i deweloperskie, gdzie warunki pracy wyglądają inaczej niż przy największych kontraktach. Na takich budowach duże maszyny często ustępują miejsca mniejszym, bardziej zwrotnym rozwiązaniom. Z tego względu kwalifikacje związane z obsługą maszyn wykorzystywanych przy pracach wykonywanych minikoparką mogą być wartościowym dodatkiem dla początkującego inżyniera, który wiąże swoją przyszłość z tego rodzaju projektami. W praktyce szkolenia i egzaminy dla operatorów są organizowane według kategorii maszyn, m.in. dla koparek jednonaczyniowych i koparko-ładowarek. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w artykule: Jakie uprawnienia są potrzebne operatorowi minikoparki? Rodzaje kursów i wymagania prawne.

Firmy nie szukają gotowych ekspertów, tylko ludzi z potencjałem

Pracodawcy dobrze wiedzą, że pierwsza praca to etap uczenia się zawodu już w konkretnym środowisku i nie oczekują od młodych osób pełnej samodzielności od pierwszego dnia. Zwracają za to uwagę na rzetelność, gotowość do rozwoju i sposób, w jaki ktoś wchodzi w codzienne realia branży. Nie trzeba więc wiedzieć wszystkiego od razu – trzeba pokazać, że chce się rozumieć coraz więcej i z każdą kolejną realizacją pracować coraz pewniej.

Źródła:

Autor: J.W.